Już w sprzedaży!

Gra Terenowa Adventure Orient




Rajd Bike Orient w PPM

Harpagan 20-22.04.12 Czarna Woda
Izerska Wielka Wyrypa 17-19.08.12 Barcinek

Odyseja 6-7.10.12 Krzeszowice



|
BikeOrient 2009
Donoszę uprzejmie naszej braci rowerowej, iż w ubiegłą sobotę tj. 27 czerwca miałem przyjemność wziąć udział w kolejnym już maratonie rowerowym na orientację. Tym razem była to III edycja rajdu BikeOrient rozgrywana w miejscowości Ręczno koło Piotrkowa Trybunalskiego. Impreza ta zaliczana jest do Pucharu Polski w Maratonach Rowerowych na Orientację.
Trasę podzielono na dwa etapy: pierwszy o długości optymalnej 65 km z przygotowanymi 10 punktami kontrolnymi, po którym można było zakończyć zabawę i drugi etap, dla którego mapę zawodnicy dostawali po ukończeniu pierwszej trasy. Tym razem długość trasy optymalnej wynosiła 75 km a do odnalezienia było 9 punktów kontrolnych.
Jako, że miejsce startu nie było odległe a sam start miał nastąpić dość późno, jak na tego typu zawody, bo o godz. 9 postanowiłem nie nocować w bazie rajdu, lecz stawić się tam rano. Troszkę żałowałem później, kiedy kolega Grzegorz w czasie jazdy zdawał relację z wieczoru poprzedzającego rywalizację J.
W bazie rajdu, wiadomo poranny zgiełk i krzątanina, przygotowywanie roweru, napojów i prowiantu no i rzecz, co do której niektórzy zawodnicy długo nie umieli podjąć decyzji jaki wybrać strój, długi czy krótki, czy założyć kurtkę przeciwdeszczową
. Tak deszcz zaczął łaskawie padać jakąś godzinkę przed planowanym startem.
Wydanie map nastąpiło na 10 min przed startem. Szybki start, choć z małą ciekawostką, czy raczej czymś typowym dla maratonów MTBO wyjeżdżamy z bramy bazy rajdu i zawodnicy jadą w tylu kierunkach ile jest dostępnych dróg. W tym wypadku na wprost, w prawo, a niektórzy tak jak my wybrali drogę w lewo. Na początek troszkę asfaltu, szybko mijamy tych, którym patrzenie na mapę zajęło o wiele mniej czasu niż nam. Asfaltową nawierzchnię szybko zmieniamy na szeroką drogę leśną, z niej wjeżdżamy już na wąskie ścieżki obok lasu. Wysoka trawa powoduje, że nie zwracam już uwagi na deszcz, ale na coraz cięższe od wody buty. Pierwszy odwiedzony przez nas punkt miał nr 9 na mapce i nie był umiejscowiony na ścieżce czy drodze, lecz jakieś 50 m w głąb lasu, w małym wgłębieniu. Faktem jest, że nie trzeba było długo szukać tego miejsca, bo jak to ktoś powiedział na pierwsze punkty kontrolne jedzie się w tłumie.
Dwa następne PK znaleźliśmy też w miarę sprawnie, tyle że wraz ze zmianą nawierzchni na bardziej piaszczysto-błotnistą rower zaczął pokazywać oj panie, dziś nie będzie tak kolorowo
Nie minęła godzina z przewidzianych jedenastu a tu już łańcuch przeskakuje z trybu na tryb nie mogąc znaleźć swojego miejsca. Na szczęście po godzinie mieliśmy za sobą już 3 z 10 PK. Po pokonaniu kolejnego PK przedzieramy się do punktu nr 6, tutaj będzie można coś szybko przekąsić, ale najpierw trzeba się przedostać na drugą stronę rzeki. Organizatorzy przewidzieli w tym miejscu przewóz krypą, tyle, że ta okazała się kotwiczyć na przeciwnym brzegu
Cóż robić, na mapie w tym miejscu zaznaczono także bród, więc nie zastanawiając się długo jak dojechaliśmy do brzegu tak weszliśmy do wody. Woda ciepła, sięgająca do pasa, a samo przejście nie trwało pewnie dłużej niż ze 2 ÷ 3 minuty (przy okazji woda oczyściła nam łańcuchy z piachu
).
Po drugiej stronie rzeki pierwszy napotkany dziś sędzia stacjonujący przy lampionie. Szybko perforujemy nasze karty, wsuwamy kawałki arbuza i pomarańczy. Pora przełożyć mapę, rzut oka i
. o kurcze, po tamtej stronie rzeki pominęliśmy punkt nr 5
. szybka narada i decydujemy się na powtórne brodzenie w wodzie licząc na to, że zaznaczona nieopodal punktu 5 kładka nadaje się do przejścia. Tym razem po drugiej stronie rzeki wysypuję lub raczej wylewam piach rzeczny z butów, po pierwsze z obawy przed jakimiś pęcherzami lub otarciami a po drugie przed nami jeszcze sporo kilometrów, które wolę pokonywać bez zbędnego balastu.
Na PK 5 dotarliśmy szybko, po drodze pytając miejscowych o to jak dojechać do kładki, która jak się okazało była usytuowana na tyłach gospodarstw rolnych, które trzeba było okrążyć. Z daleka kładka wyglądał solidnie, ale po wejściu na nią pewność siebie szybko z nas uszła kołyszące się stare deski z kilkoma ubytkami i na dodatek zroszone deszczem, który przestał w międzyczasie padać, wszystko to dodało nam troszkę emocji w czasie przechodzenia. Kolejne PK znaleźliśmy, jeśli można tak powiedzieć, łatwo na tyle łatwo, że do bazy rajdu przed nami dotarły tylko dwie osoby. Nasz czas z pierwszej pętli to 4h 26 min, a dystans 72km.
Podczas wizyty w bazie uzupełniliśmy płyny na drogę, zjedliśmy kilka kawałków owoców i musieliśmy pobrać nowe karty kontrolne, bo poprzednie jakoś nam się rozłaziły od wilgoci, pomimo że były transportowane pozawijanej koszulce foliowej, a próba ich podklejenia taśmą klejącą nijak nie chciała się udać. Podobnie sprawa wyglądała z moją mapą, która jak sądziłem jest w mapniku bezpieczna od wody. Niestety cała się rozlazła przy pierwszej próbie jej wydobycia. W czasie naszej bytności w bazie ciągle dojeżdżały kolejne osoby, których zanim wyruszyliśmy na drugą pętlę, przewinęło się chyba kilkanaście. Nic dziwnego zważywszy na to, że spędziliśmy 23 minuty podczas wymiany map niestety o wiele za długo.
Drugą pętlę stanowiło 9 punktów kontrolnych, z których 3 były rozmieszczone w niedalekiej odległości na zachód od drogi krajowej 742, a pozostałe 6 było rozrzuconych po górkach i lasach na wschód od tej drogi. Przy czym dzieliła je odległość ok. 15 km. Pierwszą myślą, jaka nam się nasunęła podczas wybierania trasy było to by tak ułożyć trasę przejazdu tak by ten prosty odcinek asfaltu zostawić sobie na finisz. Niestety przy okazji popełniamy 2 poważne błędy podczas układania trasy, przedkładając asfalt z większą ilością km nad krótszą acz bardziej piaszczystą. Ten błąd, jak to później szacowaliśmy, kosztował nas zapewne minimum 15 ÷ 20 min straty.
Kolejne punkty drugiej pętli pokonywaliśmy w tempie pozostawiającym wiele do życzenia. Tutaj słowa uznania dla kolegi Grzesia Liszki, który nie zostawił mnie samego na trasie, choć widziałem jak go ponosi by jechać szybciej. Kolega nie chciał mnie zostawić głównie z powodu awarii mojego licznika w maratonach na orientację to bardzo pomocne narzędzie, a szukanie punktów kontrolnych bez niego staje się sporym wyzwaniem. Na usprawiedliwienie swojej objawiającej się od samego początku trasy niedyspozycji mam to, że jak się okazało po poniedziałkowej (po maratonie) wizycie u lekarza jechałem z anginą. Była już na tyle rozwinięta, że złożyła mnie na trzy dni do łóżka
Ostatecznie dojechaliśmy na miejscach 8 i 9, co oznacza, że podczas drugiej rundy i tak wyprzedziliśmy kilka osób. Długość naszej trasy wyniosła 157,3 km, a łączny czas pobytu na trasie wyniósł 9h 20 min.
Na koniec chciałbym pogratulować organizatorom maratonu za punkty umiejscowione w ciekawych miejscach. Z największą przyjemnością pojawię się na kolejnej edycji BikeOrient w przyszłym roku.
Do zobaczenia na trasie.
Mariusz Irasiak
|





Przewodniczący Sejmiku Woj. Łódzkiego Pan Marek Mazur

Prezes ROT Woj. Łódzkiego Pan Sylwester Pawłowski


















|